A ty pozwalasz innym dotykać swoje dziecko?

tapeta179776_roz640x480_
The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×
tapeta179776_roz640x480_

foto:tapeciarnia.pl

Na tak zadane pytanie, aż prosi się odpowiedzieć – zależy jak i przez kogo? To oczywiste i jednocześnie wciąż kojarzymy pojęcie „złego dotyku”. Bo dotyk budzi coraz większe kontrowersje a jednocześnie jest niezbędny do przetrwania.

Ot, taki paradoks.

Dotyk jako przekaz informacyjny

Ostatnio, kiedy czekaliśmy w poczekalni aż pediatra zawoła nas do gabinetu, Rysio bawił się w sklep. Wzbudzał tym zainteresowanie innych dzieci oraz zwracał na siebie uwagę mam. Zajmował przestrzeń jednego krzesełka tuż obok mnie, na którym rozkładał ulotki nadając im wyimaginowanie znaczenie produktów do zakupienia w jego sklepie. Było to zjawisko niecodzienne, ponieważ inne, obecne tam dzieci miały nie ruszać się na krok od swoich mam. Wciąż słychać było upomnienia mam a jednocześnie z ich spojrzeń można było wyczytać, że obserwują Ryśka z zaciekawieniem, odrobiną zazdrości, że stać mnie na taki spokój wobec wszędobylskiego i rozgadanego trzylatka. A przecież w poczekalni u pediatry to powinno się raczej wzdychać i prychać na służbę zdrowia i te niegrzeczne, wiecznie chorujące dzieci.

I kiedy zabawa trwała w najlepsze, pewien młody mężczyzna zajął miejsce na krześle obok mnie, które akurat było puste. Rysio bez skrępowania podszedł do mężczyzny i chwycił go gdzieś pomiędzy udem a pośladkiem chcąc w swej dziecięcej naiwności podnieść jegomościa, bez słów. Mężczyzna był tak zdezorientowany, że przesiadł się. Ja nie zdążyłam Rysia powstrzymać ale wyjaśniłam mu, że nie wolno nikogo obcego dotykać. Wytłumaczyłam, że mógł poprosić pana, żeby się przesiadł. W drodze do domu zrozumiałam, że chyba czas baczniej wykorzystywać codzienne momenty na przypominanie Rysiowi, że każdy człowiek ma swoją sferę osobistą, którą mogą przekraczać tylko bliscy i to za pozwoleniem.

Edukacja dotyku

Nasz synek jest na etapie, w którym dotykanie jest dla niego nowym wymiarem komunikacji międzyludzkiej. Już nie tylko bada dotykiem przestrzeń, ale komunikuje się poprzez dotyk i to w wielu jego odcieniach. Inaczej dotyka mamy, kiedy potrzebuje czułego przytulenia przed snem. Inaczej dotyka taty, kiedy z rozpędem wspina się na jego kolana a potem mierzy siłę nacisku swoich rączek na tatusiową klatkę piersiową. Dotykiem potwierdza swoje słowa, kiedy mówi „to moje” i odpycha czyjeś ręce od swojej zabawki. Używa dotyku jak kropki nad „i” lub jak niewypowiedzianego komunikatu. 

Któregoś razu, całkiem naturalnie wyjaśniłam mu, że każdy z nas ma swoje miejsca intymne, których dotykanie może odbywać się tylko w określonych sytuacjach, takich jak mycie, siusianie czy badanie u lekarza. Na tym etapie jeszcze nie wdaję się w szczegóły, kto, co i dlaczego? Na tym etapie Rysiek został poinformowany, że takie miejsca są, bo ostatnio upatrzył je sobie u nas na łaskotki. Tym samym przekierowałam jego uwagę w sprawie łaskotek na brzuchy, szyje, stopy i boczki ciała. Na ten moment, to wystarczyło w zupełności.

Przez dotyk do manipulacji

A co z dotykaniem na przykład ręki przez zupełnie obce, dla mojego dziecka, osoby? I mowa tu o dotykaniu, które ma na celu przestawić moje dziecko z jednego miejsca na drugie, jak przedmiot?

Taka sytuacja miała miejsce dziś, na placu zabaw. Pewna babcia przyszła z wnuczką na plac zabaw i od pierwszego niemal momentu dysponowała wolnością i swobodą małej (prawdopodobnie starszej o rok od Rysia), zabierając jej prawo do nieskrępowanej zabawy. Wciąż dało się słyszeć „Dżesika wejdź na zjeżdżalnię”, „Dżesika nie biegaj, bo się przewrócisz (plac zabaw pokryty jest piachem) albo ubrudzisz”,”Dżesika no na co czekasz zjeżdżaj z tej zjeżdżalni”, etc; W tym czasie mój Rysiek był już pięć razy zakopany po sznurówki w tym piachu i jeszcze obciążone miał nim kieszenie. Jego bystry wzrok dostrzegł Dżesikę i wyczuł zapewne jej „zniewolenie”, bo podążył na tę zjeżdżalnie jej śladem. Zjechał raz i drugi aż stanął bez ruchu u progu wejścia i mierzył dziewczynkę wzrokiem. Ona jego też. Na to przybiegła wszystko kontrolująca babcia i nie pytając dzieci o zdanie, zaczęła swoje rozstawianie po kątach – „Dżesika no idź dalej, Chłopczyku (to o Rysiu) przesuń się…” Powtórzyła jeszcze raz, po mniej więcej trzech sekundach i chwyciła mojego Ryśka za przedramię, przesunąwszy go.

- Proszę go nie dotykać – zaoponowałam. Babcia oburzyła się i w tym oburzeniu najpierw zaczęła tłumaczyć, że przecież go nie szarpnęła (jeszcze by tego brakowało!). Potem uznała za stosowne poinformowanie mnie, że zjeżdżalnia jest dla wszystkich dzieci, nie tylko dla mojego a w ogóle to powinnam ruszyć tyłek z ławki i wytłumaczyć synkowi, że źle się zachowuje. – Proszę nie mówić mi co mam robić.  – Dodałam. Babcia znalazła sojusznika w innej babci z placu zabaw i skomentowała, że w ogóle to ja jestem od niej młodsza, więc nie powinnam tak się unosić.

Co za bzdury?

Co ma metryka do poszanowania granic cudzego dziecka? Co w ogóle ma metryka i publiczny status placów zabaw do nieakceptowanej przeze mnie formy opieki nad dzieckiem, nie tak odległej od zwykłej manipulacji. I wciąganie w to mojego dziecka? Że tradycja wychowawcza? Bo, że niby dziecko głupsze jest od dorosłego i dlatego trzeba mu deptać po piętach a przy okazji zdeptać swobodnie biegające inne dzieci? A w ogóle jak widać metryka nie uchroniła tej pani przed utratą zmysłu obserwacji. Sytuacja, w której pani przestawiła moje dziecko, nie wymagała wcale interwencji a jedynie cierpliwości i uważności. Trzy sekundy oporu trzylatka to nic w porównaniu z trzema minutami wymiany słownej z tą panią.

Ten opór Ryśka to jego samodecydowanie o sobie w danej chwili – przesunę się sam, ale nie w momencie, w którym wszyscy ode mnie tego wymagają. Przesunę się za chwilę, tylko pozwólcie mi aby ta chwila potrwała o sekundę dłużej. Znam swoje dziecko i wiem jaki potrafi być uparty. Czasem prośbę powtarzam pięć razy, artykułując wyraźnie jego imię, żeby wiedział, że to od niego czegoś oczekuję. Nie interweniuję także pomiędzy nim a dziećmi, jeśli nikomu nie dzieje się jawna krzywda. Nie deptam mu po piętach i nie przesuwam z miejsca na miejsce. Dlatego nie mam zamiaru pozwalać na to innym.

Analogicznie, wyobraźcie sobie jak stoicie w zatłoczonym autobusie i usiłujecie przecisnąć się do drzwi, ale osoba przed wami ani drgnie – przesuwacie ją? Sądzę jednak, że staracie się wypowiadać swoją prośbę głośno i wyraźnie oraz zwracacie na siebie uwagę tej osoby w taki sposób aby się przesunęła. Trwa to zapewne jakąś minutę.

Być może część z was, zapyta, ale o co tyle hałasu? W końcu nic takiego się nie stało… To był jedynie epizod, tylko z pozoru nic nie znaczący. A jednak jeżeli macie dzieci w wieku przedszkolnym, przeanalizujcie proszę głębiej tą sytuację…

Podejrzewam, że znaczna większość z Was, którzy macie młodsze dzieci dba o to by nikt obcy nie przekraczał granic względem nich. Mam tu na myśli głównie dotykanie dzieci przez obce dla nich osoby. Niemniej bulwersuje, kiedy dotyk używany jest jako siła nacisku i w dodatku stanowi odzwierciedlenie niezbyt chlubnej tradycji wychowawczej. A jawny sprzeciw wobec takiego dotyku, budzi falę manipulacji, agresji i kompletnego braku zrozumienia odczuć dziecka. Bo niby jak dziecko ma nauczyć się radzić sobie w relacji, kiedy ingeruje się w tą relację, zanim dziecko doświadczy czegokolwiek samodzielnie? Kto daje nam dorosłym prawo do decydowania o tym, co czuje dziecko? Nie zauważyłam aby ta dziewczynka poczuła się skrzywdzona przez Rysia, kiedy ten przekornie nie chciał jej wpuścić na zjeżdżalnię.

Po mojej wymianie zdań z babcią, dzieciaki bawiły się przednio, bo babcia zajęta trawieniem swojego oburzenia moją osobą, zostawiła na kilkanaście minut w spokoju swoją wnuczkę. I w końcu mała zaczęła się bawić a nie wykonywać polecenia babci. Były śmiechy, bieganina (Rysiek oczywiście gonił Dżesikę) i papugowanie min. 

A ty pozwalasz innym dotykać swoje dziecko?

The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×