Moje dziecko ma wybór a twoje?

Zdjęcie8984
The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Zdjęcie8984

Kiedy byłam całkiem małym dzieckiem, byłam pulpecikiem. Kiedy byłam trochę starszym dzieckiem zaprogramowano mi, że jestem niejadkiem. Mój brak apetytu był wielokrotnie badany przez lekarzy, którzy raz orzekali anemię a innym razem przepisywali jakieś tam preparaty na wzmożenie apetytu. Nic z tego, nadal „byłam niejadkiem”. Nie wiem jakim cudem przeżyłam, skoro faktycznie nic nie jadłam, bo kroplówek na pewno mi nie podawano.

Kiedy kończyłam podstawówkę, wyszłam z niej z adnotacją od lekarza – „niedobór wagi wzrostu”. Moja mama załamywała ręce a ja pamiętam skrawki tamtych chwil. Lekarze i pobieranie krwi, zmuszanie do jedzenia, szantaże, kary… I czarno-białe sny, brak smaków i zapachów tamtych potraw, z małymi wyjątkami… U Babci na wakacjach jadłam to, co chciałam i kiedy chciałam. Ze smakiem próbowałam nowych potraw. Stamtąd wspominam smak „młodzieżówy”, jak nazywała ją Babcia, czyli zupy ze świeżej fasolki i marchewki, słodkiej i pysznej. I jeszcze serowe oponki, które były głównym punktem moich imienin i które Babcia tradycyjnie, co roku, z myślą o mnie piekła. Jej barszcz biały, chleb, bułki drożdżowe, zupa z wiśni… Kiedy o tym piszę, widzę kolory tych potraw a ich zapach unosi się po mojej kuchni, w której ten wpis powstaje.

Od zawsze czułam, że ten „tytuł” – NIEJADEK jest wymówką dorosłych, którzy karmieniem dziecka wyrażają swoje uczucia do niego – miłość tym większa im większa porcja na talerzu. Zadowolenie z siebie jako rodzica, tym większe im bardziej pusty talerz pozostawiało dziecko. Niejadek zatem notorycznie „zasmucał” rodzica i czynił go niewydolnym. Niejadek to także wymówka dorosłych, którym obca jest sensualność związana ze sztuką kulinarną. Bo przygotowywanie potraw powinno iść w parze ze skupieniem na przyjemności samego tworzenia, na powolnej radości smakowania i wąchania oraz na eksperymentach.

Kiedy byłam nastolatką przez tydzień jadłam chleb z masłem, surową czerwoną kapustą i majonezem. Bo taki był mój wybór. Ku przerażeniu mamy, która snuła w myślach złowrogie przemyślenia, jak odbije się to na moim zdrowiu. Odkąd zaczęłam żywić się sama już nigdy nie miałam anemii.

Dziś jako mama potwierdzam, to co wiedziałam już wtedy – NIEJADEK to stan przejściowy, trochę rozdmuchany przez dorosłych, zmierzający do zaburzenia, kiedy dziecku nie daje się wyboru.

Dziś mam wiedzę, którą intuicyjnie posiadałam i wtedy ale jako dziecko nie miałam za wiele do gadania. Dziecko aby poczuć radość jedzenia a nie przymus, może uczestniczyć czynnie w przygotowywaniu potraw. Powinno mieć możliwość smakować, wąchać, przyprawiać. A także jednorazowo podczas jednego posiedzenia przy stole zjadać porcję posiłku, którą jest w stanie, bez przeszkód, pomieścić jego żołądek. Przeżuty pokarm trafiający do żołądka powinien zatem równać się wielkości własnej piąstki dziecka.

Patrzysz na rączkę swej pociechy?

Takiej właśnie wielkości jest żołądek Twojego malucha.

Kiedy opowiadałam mamom „niejadków” , że to NIC, które zjada ich dziecko w ciągu dnia w postaci różnego rodzaju przekąsek (sycących uzależniających, bo nafaszerowanych glutaminianem albo skrobią) pomieściłby żołądek dorosłej osoby, a ich dziecko jest tym zwyczajnie „napchane”. Patrzyły na mnie najpierw jak na ufoludka, a potem otrząsnąwszy się z pierwszego szoku, przyznawały, że faktycznie to nie było takie NIC.

Uważam, że nie ma dzieci NIEJADKÓW. Dziecięce zaburzenia jedzenia wynikają z wielu przyczyn, m.in. takich jak: nadmierna rodzicielska kontrola czyli „zjedz do ostatniej łyżeczki”, „nie odejdziesz od stołu, dopóki nie zjesz”, „ja się tyle nagotowałam a ty teraz nie jesz”, etc.; Brak podstawowej wiedzy na temat odżywiania człowieka na różnych etapach rozwoju, też jest pewnym problemem, który idzie w parze z podawaniem dziecku po 1 roku życia „śmieciowego” jedzenia, którego nawet dorośli, w nadmiarze, powinni unikać jak ognia. Ważną przyczyną zaburzeń jedzenia u dzieci jest osobowość rodziców i ich nierozpoznane problemy natury emocjonalnej. Stres matki tzw.: niejadka, pogłębia stan zaburzeń u dziecka.

Dziecku warto dać wybór już w niemowlęctwie. Karmiąc piersią i jedząc różnorodnie, mama zapoznaje malucha z różnymi smakami. A kiedy wprowadza mu do diety nowe smaki, uczy go rozpoznawania wyboru, co mu smakuje a co nie. Około 7 miesiąca bobas naprawdę lubi sam wybierać i z każdym dniem usamodzielnia się w tym. Czasem wprawdzie prezentacja nowych smaków może trwać sekundę i kończyć się gigantycznym opluciem wszystkiego dookoła, ale warto ponawiać próby prezentacji i nie stresować się wybrednym gustem malca.

Mądra, doświadczona i zaufana pediatra, powiedziała mi kiedyś, że dziecko, któremu pozwolimy wybierać, samo nie zagłodzi się nigdy. To nic, że wybiera przez kilka dni suchą bułkę i banana, inne potrawy mając na czarnej liście. Ważne, że dokonuje wyboru, co mu smakuje i ile tego zje. Poza tym monotonia jedzeniowa jest domeną kilkulatków i oczywiście ma także swoje podłoże rozwojowe.

Żeby wybierało mądrze i zdrowo, warto pozbyć się z domu sztucznych dodatków, pseudoczekolady i chipsów z akrylamidem (środek związany z produkcją betonowych bloczków). Alternatywą dla kupnych soków jest sok wyciskany, dla słodkości, czekolada gorzka jest ok., świeże owoce lub suszone, a chipsy można zrobić z bananów, jabłek, gruszek a nawet z pomidorów. Ogranicza was wyobraźnia i ewentualnie przewlekły stan „nie mam na to czasu”, „nie potrafię” lub „ nie chce mi się tak bawić.”

Co do zabawy, to chociaż sama powtarzam mojemu trzylatkowi, żeby nie bawił się jedzeniem (tylko w sytuacji, kiedy zbyt monotonnie dłubie widelcem w makaronie, ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt), zachęcam go do pomagania mi w kuchni oraz kiedy podaję mu na talerzu potrawę, wiem że stanowi on także jego ucztę dla oka. Bawimy się przy tym razem, a przy okazji mały uczy się współdziałania. Podobnie, kiedy razem z tatą przygotowuje dla niego kanapki do pracy, przy okazji obgryzając mu co drugą kromkę chleba. To on wybiera, co położy tacie na kanapki i ma z tego ogromną frajdę. Ostatnio gotował dla mnie zupę…

Zdjęcie8988

A ja odwzajemniłam się drugim daniem ;-)

Zdjęcie8991

Pozostawiając dziecku wybór, nie zagłodzisz go. A nauczysz je samodzielności i tego, że jest autonomiczną jednostką, z której zdaniem warto także się liczyć. Taka nauka nie idzie w las i w głębszym znaczeniu przygotowuje Twoje dziecko do stawiania własnych granic i uczy asertywnego odmawiania. Polecam ci jeszcze jeden tekst o „niejadkach” z zawodowego życia wzięty, o tym jak poradzić sobie z niejadkiem ?

The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

10 przemyśleń na temat “Moje dziecko ma wybór a twoje?”

  1. ~ewa pisze:

    Zgadzam się. Ja staram się synkowi nie dawać przekąsek. Je średnio co 4 godziny i zazwyczaj zjada wszystko co mu nałożę. Jak zostawi, to zostawi, ja sama nie zawsze mam ochotę na tyle samo jedzenia. Kilkukrotnie słyszałam od znajomych jakie to mam szczęście bo ich dziecko to niejadek. Nie chce NIC jeść, żadnych zup itp. Ale przebywając z nimi dłuższy czas zazwyczaj widziałam te „niejadki” ciągle coś żujące. A to paluszki, a to chrupeczki a to soczek. Ale jak mówiłam znajomym, że przecież kiedy to dziecko ma zgłodnieć skoro cały czas je jakieś przekąski, to każdy patrzył na mnie jak na ufo, bo przecież dziecko się nie naje chrupką kukurydzianą, więc powinno być głodne. No jedną chrupką się nie naje. Ale jak zje pół paczki tych chrupek, zagryzie paluszkami i popije soczkiem z syropem glukozowo-fruktozowym to głodne raczej nie będzie. Ale co ja tam wiem, w końcu ja mam SZCZĘŚCIE, że moje dziecko ładnie je :)

    1. Mama Tata Ono pisze:

      o tak! ciesz się SZCZĘŚCIARO :-D bo masz łatwiej od nich. ;-)

  2. ~Nithaiah pisze:

    Pamiętam jak u mnie w domu zawsze było „nie odejdziesz od stołu dopóki nie zjesz”. Dzisiaj wszyscy troje mamy problemy z wagą. Moi bracia mają otyłość, ja jako że się ruszam, mieszczę się w normie, ale jestem przy górnej granicy i nie jestem w stanie utrzymać niskiej wagi. Wszystko to, że byłam napychana jak indyk na święta. Organizm za młodu się tak nauczył i nie potrafi inaczej niż otaczać się fałdkami tłuszczu.

    1. Mama Tata Ono pisze:

      Ale dziś jesteś już dorosła, to Ty podejmujesz decyzje, prawda? Życzę Ci wytrwałości w dobrych i zdrowych postanowieniach.

  3. ~Gosia pisze:

    Dzięki Ci za ten wpis.
    Ja właśnie jestem mamą córci, która je to co chce i kiedy chce. Dookoła wszyscy mówią, że jest niejadkiem- ja nie.
    Początkowo się martwiłam, zwłaszcza, że przez większość dnia dziecko jest z babcią i częściowo z tatą, bo on pracuje na zmiany. No i z ich relacji dowiedziałam się, że dziecko jest niejadkiem. Ale po dokładnej analizie co dziecko jadło w ciągu dnia okazało się, że wcale nie tak mało. No zdarzały się też dni, że córcia rzeczywiście nie jadła prawie nic, ale może akurat wtedy zęby jej wychodziły, a może właśnie przejmowała się moim stresem związanym z tym, że jest niejadkiem.
    Potem przestałam się tym przejmować- zje tyle ile będzie chciała.
    Co prawda ciężko mi się zgodzić jak babcia i tata karmią ją paluszkami i żelkami żeby cokolwiek zjadła, ale po kilku dniach straciłam do nich cierpliwość- niech je maluch co chce.
    Mam tylko nadzieję, że złych nawyków żywieniowych się mimo wszystko nie nabawi, bo przykład idzie z góry, a my z mężem jemy zdrowo, dużo warzyw i owoców, nie jemy jedzenia śmieciowego i jak najmniej przetworzonego tak więc mam nadzieję, że z biegiem czasu i nasze dziecko przejdzie na tryb żywienia 5 posiłkowy. Jak ja byłam z nią w domu jadła co trzy godziny, czasem mniej czasem więcej, a teraz je od rana, po południu, a wieczorem już nic nie chce. Ale skoro się napchała wcześniej jeden obiad swój, drugi z babcią to ile może jeść? Tylko, że babcia tego nie rozumie.
    I wiem, że nazywanie dziecka niejadkiem- stygmatyzuje je i jest to jakby samospełniające się proroctwo- dziecko wie, że jest niejadkiem więc mało je. Dlatego unikam tak mówienia o czy do dziecka.

    Pozdr bardzo mądry wpis i wiele mi dał na przyszłość

    1. Mama Tata Ono pisze:

      ach te wszystkowiedzące babcie…

  4. ~Paula pisze:

    Mądrze i rzeczowo :) cieszy mnie, że coraz więcej matek przestaje patrzeć na ilość zjadanego przez dzieciaki jedzenia, a zwraca uwagę na jakość. Od razu mi raźniej :)

  5. ~Grzesiek pisze:

    Świetny wpis. Faktycznie wielu rodziców napycha swoje dzieci, a potem się dziwi, że mając około 10 lat są grube i nie potrafią schudnąć. Wtedy rodzice przeginają w drugą stronę i ograniczają jedzenie. Ze swojej strony polecam artykuł o faktach, które odkrywamy dopiero z wiekiem.

  6. ~Joanna pisze:

    Jako dziecko byłam „zmuszana” do jedzenia. Pamiętam długie godziny przy stole nad talerzem zupy w której pływały oka tłuszczu. Podobno byłam niejadkiem. Obiecałam sobie, że moje dzieci nie będą przymuszane do jedzenia i słowa dotrzymałam. Efekt – jak córka poszła do przedszkola była jedynym dzieckiem, które jadło wszystko i nie marudziło. Oczywiście czasami odmówi zjedzenia tego, czy tamtego, ale kila dni później tę samą potrawę zje ze smakiem. Na każde stwierdzenie moich dzieci „już nie chcę” (oprócz wyjątków gdy ewidentnie się spieszą z odejściem od stołu do ciekawszych zajęć :) ) odpowiadam tak samo – to zostaw.

  7. Gdziejestmama pisze:

    Moja mala, przez tala jesc I zyje miłością do kotów. Je 5 łyżek zupy, jabłko i marchewkę- na wadze przybiera prawidłowo. Syn, którego od jedzenia powinno sie odpędzać wręcz, bo dla niego nic nie jest ważne tylko jedzenie ma anemię. Oczywiscie, żartuje z tym odpedzaniem, niech mu na zdrowie wyjdzie.
    Nie ma reguły, każdy je tyle ile mu organizm podpowiada.

Odpowiedz na „~ewaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×