Manufaktura zabawek

Zdjęcie8813
The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×
DSCI7704

eko stwór omawiany w poniższej treści, widoczny w połowie, w prawym górnym rogu zdjęcia; rzeczona butelka na froncie fotografii ;-)

Od małego przyzwyczajaliśmy Rysia do książek. Ma sporą biblioteczkę i chociaż nie umie czytać, rozpoznaje swoje ulubione tytuły po okładce a bywa, że po grzbiecie książeczki (nie zawsze stoją w tym samym miejscu). 

Jak większość rodziców planowaliśmy dać naszemu synkowi wszystko, co najlepsze. Listę wyprawkową studiowaliśmy cztery miesiące, stopniowo wykreślając z niej rzeczy zupełnie zbędne. Niektóre rzeczy kupiliśmy, ale nie użyliśmy ich ani razu lub tylko raz, na przykład smoczek. Kierując się obserwacją potrzeb naszego synka, w taki sam sposób kompletowaliśmy zabawki dla niego, od kiedy skończył trzy tygodnie.

Kategoria 1 – stymulanty

Pierwszą zabawką było pluszowe serce w rozmiarze ludzkiej głowy. Stawialiśmy je na wysokości oczu i uszu synka, bo kolor czerwony wzbudzał jego ciekawość a melodyjka z Love story, którą wydawało z siebie serduszko, uspokajała go. Pluszowe serce znalazło się u nas w spadku po wujku Rysia i tak już zostało. Następnie była biało-różowa (?!) krówka z grzechotką w brzuszku, którą przyniosła Babcia. Rysio zapałał do krówki miłością od pierwszego spojrzenia, więc zaczęliśmy zabierać ją na spacery. Dyndała sobie ta krówka przypięta na szczycie budki we wózku, żeby maluch miał ją w zasięgu wzroku. Inna sprawa, że różowość krówki budziła skojarzenia jakoby w wózku jechała dziewczynka. Ale wtedy o gender nie było jeszcze tak medialnie, więc w sumie wzruszaliśmy ramionami na ewentualne sugestie, co kupić chłopcu do zabawy. :lol:

DSCI7493

Oczywiście na tak wczesnym etapie zabawki wszelkiego typu są zbędne, bo maluch woli pierś mamy, grymas twarzy taty i ewentualnie święty spokój, nie zakłócany gwałtownością ruchów i nadmiarem bodźców.

Mimo to, czasem stymulowaliśmy Rysia podtykając mu jeszcze skarpetki z grzechotkami przed oczy lub kładliśmy go między nami w łóżku, zapoznając go z możliwościami mimicznymi naszych twarzy. Od początku synek świetnie czuł się w naszym łóżku, tak jakby wiedział, że pomiędzy mamą i tatą jest jego azyl.

zdjęcie0219

karuzelka widoczna na zdjęciu spełniła swoje zadanie wyśmienicie; czeka na swojego nowego nabywcę ;-)

Pierwsze zabawki, które kupiliśmy mu świadomie, powodowani obserwacją jego rozwoju i potrzeb, stanowiły strzał w dziesiątkę. I była to zabawka z serii sensorycznych, które można przypinać i zabierać ze sobą wszędzie. Wydawała z siebie odgłos dziecięcego śmiechu, miała kolorowe elementy do manipulacji i pomimo swoich niewielkich rozmiarów, naszym zdaniem kosztowała sporo. Następnie zakupiliśmy karuzelę Canpol z pluszowymi zwierzakami i lusterkiem. Karuzelki szukaliśmy długo, bo mieliśmy konkretne wymagania i kiedy w końcu znaleźliśmy nasz ideał, poczuliśmy ulgę, że nie spłuczemy się finansowo, na nią. Obie zabawki Rysio uwielbiał odkąd skończył trzy miesiące i jeszcze przez rok. Intensywnie wielbił i namiętnie afirmował zachwyconym gaworzeniem, przechodzącym w melodyjny niemowlęcy śpiew.

Kategoria 2 – eksperymenty badawcze

W momencie zainteresowania zabawkami, wprowadziliśmy też element zabawy ze zmianą podłoża. W tym celu trzymiesięczne niemowlę kładliśmy na podłodze. Zwykle na kocu i cienkiej kołderce, kładąc po bokach określone zabawki. Czasem podkładaliśmy mu pod brzuszek wałeczek z poduszki, żeby zainteresować go nielubianą pozycją na brzuszku. Kładliśmy go na takim wałeczku, a przed buzią ustawialiśmy lusterko z karuzelki. I turlaliśmy Rysia na wałeczku, w przód i w tył. Potem zabieraliśmy wałeczek i zachęcaliśmy synka, żeby poszukał wokół siebie lusterka czy sensorycznej zabawki. Tym sposobem Rysio zainteresował się przewrotami z pleców na brzuch i nawet dwie minuty wytrzymywał leżąc na brzuchu, byleby tylko móc się poprzeglądać w lusterku.

Rozmaitość bodźców rozbudziła jego ciekawość świata, dlatego zdecydowaliśmy się na zakup chusty tkanej. Noszenie naszego malucha w chuście było podyktowane jego potrzebą podglądania, co dzieje się wokół, ale z bezpiecznej przestrzeni blisko mamy czy taty.

Synek dostał kilka zabawek mniej lub bardziej odpowiednich, jeśli chodzi o jego wiek rozwojowy, ale wciąż to My byliśmy jego najlepszymi zabawkami. My i nasze ramiona. Do czasu, kiedy pojawił się u nas pierwszy słoiczek…

Pierwszy słoiczek z jarzynkami czy owocami przysporzył nie tylko wrażeń smakowych, właściwych przeznaczeniu. Słoiczki w ogóle pojawiały się u nas rzadko, bo Rysio wolał jarzyny gotowane na parze i blendowane przeze mnie, niż te gotowe ze słoiczków. To, czego dostarczały mu na pewno słoiczki, to zabawa. Ściślej nakrętki od słoiczków, które klikały po naciśnięciu. Poza tym były w różnych kolorach a rozmiarem mieściły się do malutkich rączek.

DSCI7695

zagadka! ile pokrywek ma na zdjęciu Rysio?

Kiedy gdzieś szliśmy z sześciomiesięcznym Rysiem, nakrętki były obowiązkowym elementem ekwipunku niemowlęcia. Przekładanie z rączki do rączki, obracanie w rączkach, rzucanie i klikanie sprawiały tyle radości, że żadna inna zabawka, nie miała szans. Chyba, że tą zabawką była plastikowa butelka 1,5 l po wodzie mineralnej, wypełniona fasolą i kulkami z folii aluminiowej. Hałas podczas zabawy butelką był najważniejszy dla Rysia, a z czasem wrażenia w stylu „ciekawe, jak wyciągnąć fasolę i kulki ze środka?”

Kategoria 3 – recykling

Etap zabaw sensorycznych dostarczał nam wielu cennych informacji o synku, m.in.: o tym co lubi a czego się boi.

To dlatego którejś nocy postanowiłam samodzielnie zrobić synkowi zabawkę. Nie taką byle jaką, tylko ręcznie robioną eko – zabawkę, dostarczającą wrażeń zmysłowych i służącą do trenowania malutkich rączek. W głowie miałam mglisty zarys projektu, przed sobą kilka ubranek, z których wyrósł Rysio, popsutą grzechotkę, tasiemki i niewątpliwie dysponowałam dobrymi chęciami.

eco sensorek

drugi w życiu Mama Tata Ono eko stworek sensorek, bardziej fotogeniczny ;-)

Pierwszą popełnioną przeze mnie zabawką hand made był właśnie eko stwór, szmacianka ze wstążkami, grzechotką i wyczuwalnymi rączką różnymi fakturami materiału. Sporych rozmiarów i o słusznej wadze, większych niż początkowo zakładałam. Ale szyłam bez dokładnego szablonu i planu, za to z sercem. Ów stwór był szalenie brzydki, w pojęciu dorosłego, ale Rysio pokochał go bardzo. Eco Sensorek (ze zdjęcia powyżej) to przy swoim prototypie – przystojniak.

Potem, w myśl zasady potrzeba matką wynalazku, co jakiś czas wspólnie z Tatą Rysia, robiliśmy mu eko – zabawki, które choć powstają z potrzeby chwili i wykonane są z ogólnie dostępnych materiałów, sprawiają co najmniej tyle samo (czasem więcej) radości, niż najdroższa i najbardziej kolorowa, interaktywna pierdoła ze sklepu. 

Zdjęcie4844

mannownica czyli domowa piaskownica z kaszy manny, patent na deszczowe dni

Z doświadczenia wiemy, że wcale nie w tym rzecz, że mamy w domu chłopca, więc z punktu widzenia niektórych osób, to jasne, że interesują go nakrętki, itp; Rzecz w tym, że ów chłopiec interesuje się także gotowaniem, odkurzaniem i blogowaniem, dlatego zrobiliśmy mu kuchnię, odkurzacz i komputer.

Zdjęcie7244

odkurzacz ma wbudowane diody, które świecą na czerwono i niebiesko

Zdjęcie4768

Komputery miał nawet dwa, zanim na drugie urodziny, dostał zabawkowy, interaktywny laptop.

Zdjęcie4966

wykonana dokładnie rok temu i nadal jest radośnie eksploatowana

Przemysł zabawkarski promuje określonych idoli, za których wizerunek trzeba sporo zapłacić, co niestety nie zawsze idzie w parze z jakością zabawki. Rzecz w tym, że póki co nasze dziecko nie ma idoli z bajek, bo nie mamy w domu telewizora. Jak wiadomo, dziecko dziś bawi się jedną zabawką, a jutro ta sama zabawka będzie na tyle nudna, że wyląduje na dnie szuflady. I bez znaczenia będzie, ile kosztowała.

Zdjęcie7293

Dlatego mamy taką zasadę, że jeśli coś Rysia naprawdę długo interesuje, często bawi się określoną rzeczą i bywa, że zabiera ją ze sobą niemal wszędzie, to wówczas po jakimś czasie kupujemy mu lepszej jakości zabawkę spełniającą jego zainteresowania i służącą mu w sposób optymalny. Z tego, co obserwujemy, nadrzędną cechą ulubionej zabawki Rysia jest prostota a tuż po niej wszechstronność użycia. I jak pokazuje doświadczenie tego typu zabawki mają także korzystny aspekt ekonomiczny. ;-)

 A czym najchętniej bawi się twoje dziecko?

 

 

The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

3 przemyślenia na temat “Manufaktura zabawek”

  1. ~Cobi pisze:

    Świetny pomysł z tymi sensorycznymi zabawkami – to naprawdę pozwala poznać upodobania dziecka. Poza tym fajnie, że sama coś dla niego tworzysz:)

    1. ~MamaTataOno pisze:

      dziecko jest najlepszym testerem wszelkich wytworów, przeznaczonych z myślą o jego rozwoju i umileniu mu chwil zabawy :-)

      1. ~MADZIK3A54 pisze:

        Dlatego tym bardziej cieszymy się z naszej książeczki:):)i czekamy na nią z niecierpliwością:) :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×