Jak grzeszą rodzice?

fotograf1
The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

foto:arch. prywatne

Pół roku od narodzin Rysia, minęło nam w beztroskiej atmosferze codziennego zachwytu nad cudem natury, jakiego dokonaliśmy pamiętnej nocy letniej.

Na wariackim podrygiwaniu w meandrach radości wobec dźwięków gruchania, dochodzących z dziecięcego łóżeczka. Na wyboistej jeździe wózkiem, z zachwyconym Rysiem w środku, który uwielbiał ten swoisty rajd park vel skwer miejski. Alejkami, a w razie nagłej, żywieniowej potrzeby, nawet pagórkami ku ustronnym, ocienionym i zadrzewionym miejscom.

Te pół roku, to w moim życiorysie stylówka dres vs dres lub odświętnie T-shirt razy 3 (dystrybutory mleka reagowały na samą myśl o Rysiu, więc wymiana koszulek była niezbędna, pomimo karmnika i ochraniaczy) i jeansy, menu na modłę promocji zdrowia, powrót do PRLu w postaci INKI z mlekiem oraz „robienie się” na piętnastominutowe wyjście, do osiedlowego warzywniaka. Te pół roku było czasem, który minął w mgnieniu oka, a i tak zdążyliśmy już nieźle nagrzeszyć względem dziecka…

1. Po narodzinach synka, z gapiostwa, a potem z zaniechania, nie wezwaliśmy położnej – na początku byliśmy zbyt zajęci, potem zbyt szczęśliwi i zapatrzeni aż w końcu na tyle świadomi, że uznaliśmy, że nie ma takiej potrzeby. Inna sprawa, że po roku położna w końcu miała okazję poznać i odnotować obecność Rysia w rejestrach.

2. Nosiliśmy, kołysaliśmy, braliśmy do łóżka, słowem popełniliśmy wszystkie czyny niedozwolone w czasach rodzicielstwa naszych rodziców. To przyszło nam całkiem naturalnie, bez żadnych skrupułów i wymówek. Przyznajemy się, zgrzeszyliśmy zaniedbaniem naszych potrzeb na rzecz potrzeb naszego dziecka, ale specjalnie nie odczuwamy skruchy.

3. Jesteśmy nieposłuszni, chociaż kochamy swoich rodziców i szanujemy zdanie naszych mam, to jednak w kwestii czapeczki po kąpieli, oliwki do smarowania ciała i stosowania zasypek, nie posłuchaliśmy  ich rad. Obawiam się, że każdy kij ma dwa końce i teraz, kiedy tłumaczymy im, dlaczego nasz syn nie będzie jadł czekoladowych niespodzianek i innych żelków, sytuacja może się odwrócić.

4. Jesteśmy okropnymi egoistami wobec Matki Ziemi i środowiska, bo nasz synek używa pieluch jednorazowych. Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie, bo kwestia pieluch to był dla nas punkt graniczny świadomości, ile, jakie i jaka cena. W ogóle nie przygotowaliśmy się do tego tematu, jakoś naiwnie sądząc, że nasz maluch raz dwa sam wyskoczy z pieluch na rzecz NHN. Egoizm nasz i wygoda, wzięły jednak górę nad troską o środowisko. Rach-ciach, zmiana pieluchy, kosz na śmieci…itd.

5. A skoro jesteśmy przy śmieciach, to dajemy naszemu dziecku „śmieciowe” zabawki. Czyli takie, które normalnie lądują w kontenerach na plastik, metal, szkło i papier. Na przykład plastikową butelkę czy pokrywki po słoiczkach dla dzieci. Rurka z grubej tektury, po ręcznikach papierowych, gazetka reklamowa czy karton po butach, odnalazły w oczach, rączkach i buzi Rysia nowe znaczenie.

6. Jesteśmy wobec naszego dziecka zbyt surowi, kiedy kładziemy je na podłodze, a sami obok zasiadamy w miękkim fotelu. Często też patrząc na nas z boku, można by stwierdzić, że przygotowujemy Rysia do jakiegoś maratonu dla maluchów. Lubimy gimnastykować ciało synka i nie zważając od czasu do czasu, na jego marudzenie, wspomagamy tym samym jego rozwój.

7. Zanudzamy naszego synka częstą paplaniną na różne tematy, opowiadając mu o pracy, świecie, rodzinie, zwierzątkach sąsiada, panu, co przechodząc obok, nie przytrzymał drzwi mamie Rysia, która pchała przed sobą wózek i o pogodzie oraz porach dnia i nocy. Tymi monologami rodzicielskimi, przyzwyczajamy Rysia do kazań, jakie będziemy mu prawić, kiedy dorośnie.

MamaTataOno

The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

5 przemyśleń na temat “Jak grzeszą rodzice?”

  1. ~Aleksandra pisze:

    Mam podobne grzeszki na sumieniu. ;) Choć ten z położną bardzo mnie dziwi, bo u nas nikogo nie trzeba wzywać – sami dostają informację o porodzie ze szpitala i obowiązkowe są 3 wizyty położnej oraz wizyta patronażowa pediatry.

    1. MamaTataOno pisze:

      Właściwie sami też tak myśleliśmy, że położna „szóstym”zmysłem znajdzie nas :-) I znalazła, ale po roku…
      Widocznie u Ciebie jest bardziej cywilizowanie, niż u nas.

    1. MamaTataOno pisze:

      byle z dostępem do neta ;-)

  2. ~Milka pisze:

    Oj też mamy z mężem sporo takich grzeszków:D ale wcale nie mamy do siebie o to żalu, synek jest zdrowy świetnie się chowa, jest zawsze uśmiechnięty- czyli szczęśliwy:-)) też lubimy mu trochę pomarudzić o życiu:D i z chęcią się w te nasze rozmówki wsłuchuje widać go nie zanudzamy, a wręcz przeciwnie zaciekawiamy:D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×