Jaki jest najlepszy prezent dla mężczyzny?

The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Na porodówkę przyjechaliśmy o siódmej rano i na początku starsza pielęgniarka spytała, z czym przyjeżdżamy. W trzeźwości umysłu swego odszukałam w myślach ripostę, w stylu „ ze śniadaniem, a z czym się przyjeżdża na porodówkę?” Pani starsza zmierzyła mnie spojrzeniem pt.: „Nie podskakuj mała, bo jesteś w moich rękach.” Ale miałam to szczerze gdzieś, bo w dolnej partii mojego ciała czułam już mega doznanie, każące mi gryźć i kopać, na jeszcze jedną uwagę lub spojrzenie tej Pani.

Widać wymownie zasygnalizowałam to wzrokiem, bo Pani milcząco podłączyła mnie do ktg, co Robson nie omieszkał uwiecznić na sweet foci. Za co posłałam, z kolei  w jego stronę, gromy. Potem pielęgniarka kazała mi się przebrać w koszulę i szlafrok. Wszystko czyniłam grzecznie, z drobnymi odstępstwami od reguły mojej kultury osobistej oraz z przerwami na oddychanie. Następnie rutynowe badanie (o dżizasss! czyżby pięciopalczaste?!) wykazało 6 cm rozwarcia, wow! Ucieszyłam się, że zostały jeszcze 4 cm, a to zawsze mniej niż więcej, więc generalnie suuuper! W pewnym obłędzie ujawnionych atawistycznych cech mojego jestestwa, w tamtym momencie, wszystko wydawało mi się, jakby nie z tego świata. Pamiętam, jak mierzono mi obwód miednicy, że sprawdzano kartę ciąży i jak wypytywano mnie o głupoty w jakiejś mega ważnej ankiecie porodówkowej. Miałam wrażenie, że wszyscy wykonują jakąś niepotrzebną papierologię. I dostrzegłam, że Robsonowi kazali poczekać na korytarzu.

Otrzeźwiło mnie to natychmiast i wysunęłam z kieszeni szlafroka moją osobistą broń – scenariusz porodu. Lekarka, która dotychczas wypełniała jedynie papierki, nagle spojrzała na mnie. „Tu cię mam!- uśmiechnęłam się z satysfakcją i zaraz potem posłałam jej grymas odczuwanego skurczu. Zapytała się, jaka jest częstotliwość skurczy – ”co kilka minut” odparłam. Wysłała mnie jeszcze na usg, na którym lekarz lekko stwierdził, że nie ma co gapić się w ekran monitora, bo poród jest w toku. Ze starszą Panią pielęgniarką miałam już tylko udać się na blok porodowy. Robson, po oddaniu rzeczy do szatni, miał do mnie dołączyć. Winda na pierwsze piętro była przepełniona, więc pielęgniarka, dawno już zmieniając do mnie front, z uśmiechem zakomunikowała, że spacer po schodach dobrze mi zrobi. Na pierwszym piętrze przejęła mnie położna Julia, ciepła, niska brunetka, pewnie w moim wieku, bo spytała, czy może mówić do mnie po imieniu.

Kiedy odczuwasz z kimś od początku właściwą chemię, wszystko gra w waszej komunikacji. Potraficie się zrozumieć oraz wymienić potrzebnymi informacjami, choćby sytuacja była mało komfortowa do zwierzeń. Julia, to właściwa osoba na właściwym miejscu. Nie znałam jej wcześniej, ale od pierwszej chwili czułam, że jestem we właściwych rękach. Podłączyła mnie do ktg, wszystko objaśniła, zapytała o moje życzenia i stosunek do znieczulenia, oksytocyny (dostała wraz z moimi dokumentami, scenariusz porodu) a potem stwierdziła 8 cm rozwarcia, yuppie! Doradziła co mogę robić, żeby poród dalej postępował tak dynamicznie i sprawiła, że miałam wrażenie, że to ja zawiaduję akcją, a ona jest obok na wszelki wypadek.

Mieliśmy komfortową, osobną salę do porodów rodzinnych. Światło z zewnątrz jedynie sączyło się przez przyciemnione szyby. Mogłam chodzić po sali, ale nie chciało mi się schodzić z komfortowego łóżka, które było dość wysokie. Za to na tyle wygodne, że mogłam na nim wyczyniać różne ewolucje, żeby nieco ulżyć zmęczonemu ciału. Wypinałam więc śmiało ciało, tak jak dyktowały mi skurcze. Robson był tuż obok, wciąż się uśmiechał i stanowił dla mnie azyl bezpieczeństwa. Rozmawialiśmy w przerwach między skurczami, podawał mi wodę do picia i patrzył na mnie takim wzrokiem, który na zawsze zostanie we mnie. Który wyrażał miłość w czystej postaci i wspólną drogę do spełnionego rodzicielstwa.

Co jakiś czas zaglądała do nas Julia, dopingowała mnie, chwaliła i podłączała ktg, żeby sprawdzić jak tam radzi sobie Kleksik. Wytłumaczyła, jak wyglądają skurcze parte i poprosiła, żebym ją wołała, jeśli zechcę przeć. Przy 9 cm rozwarcia, straciłam nieco pewności siebie i zamiast oddychać, skupiłam się na odczuwanym bólu. „Aniu, no co ty? Świetnie ci do tej pory szło, oddychaj tak dalej Aniu, super ci idzie!” Usłyszałam na zachętę. Po chwili chciałam już bardzo przeć, więc nie tylko ja ale i Robson podnieśliśmy alarm. Przyszła Julia z drugą położną Anią – sympatyczną okularnicą – i wzięły mnie w fachowe obroty.

Szybko i sprawnie, siłą trzech skurczy partych, po niespełna czterech godzinach od przyjazdu do szpitala, urodziłam synka.

MamaTataOno

MamaTataOno

The following two tabs change content below.

Anna Czupryniak - Fabiniak

Pedagog, coach zdrowia, autorka, trenerka umiejętności psychospołecznych. Wydobywa z kobiet kreatywność, uczy je pogłębiania relacji i wspiera w wyznaczaniu życiowego kompasu. Uważa, że nasz umysł lubi wytyczone ścieżki i funkcjonuje nawykowo. Nasze ciało jest metaforą procesów umysłowych a nasze relacje odbiciem jednego i drugiego.

Ostatnie wpisy Anna Czupryniak - Fabiniak (zobacz wszystkie)

10 przemyśleń na temat “Jaki jest najlepszy prezent dla mężczyzny?”

  1. ~Agnieszka Jakiel pisze:

    Piękny poród.. Uśmiechnęłam się kiedy czytałam o soczystej ripoście. Matka rodząca jest jak Lwica, nagle pojawia się w nas siła, o której nie miałyśmy bladego pojęcia. Pozdrawiam

    1. MamaTataOno pisze:

      Tak, to prawda. Siła i odwaga drzemie w nas, żebyśmy mogły dać dowód jej istnienia, w najważniejszym momencie życia. Pozdrawiam ciepło :-)

  2. ~lucy es pisze:

    Brawurowo sobie poradziłaś.

    1. MamaTataOno pisze:

      Prawda? I nawet po czasie stwierdzam, że jestem dumna z nas :-) z siebie, męża i synka oczywiście też. Po takim rodzinnym przeżyciu narodzin potomka, człowiek nabiera wiary we własne siły i możliwości :-)

  3. ~Nina pisze:

    Ehhh… Jeszcze 2 tygodnie i czeka mnie to samo…. :) Ale doczekac sie juz nie moge…

    1. MamaTataOno pisze:

      Będę trzymać kciuki :-) A wiesz, że chyba ściągnęłam Cię myślami tutaj? Trochę z powodu Twojego przepisu na pekińską kiszoną ;-) myślimy z Robsonem od jakichś dwóch tygodni,żeby wypróbować ten przepis :-) Dodaję Twojego bloga do ulubionych, opisu szukaj wkrótce w”kawie ze śmietanką”. Pozdrawiam.

  4. ~Boodzik pisze:

    Właśnie dotarłam do tego wpisu. Piękny miałaś poród, zazdroszczę! Właśnie taki miałam zaplanowany :).

  5. ~Basia pisze:

    Co za piękny syneczek:) Tylko Ci zazdroszczę! Ja jestem prawie w 29 tygodniu ciąży i wciąż się martwię o wszystko..

    1. MamaTataOno pisze:

      Basiu, wszystkiego dobrego! Lubimy listy, więc jeśli masz ochotę, możesz skontaktować się z Nami mailem i podzielić się swoim zmartwieniem. Może wówczas będzie Ci lżej, pozdrawiamy! :-)

  6. ~lauraaaa pisze:

    ja swojemu facetowi sprawiłam przejażdżkę samochodem formuły 3 i był to strzał w dziesiątkę :D sukces gwarantowany. Już od 200 zł w devil-cars’ie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×